Wystrzałowe Laseczki

bilard i wiosenny deszcz

Posted in dni codzienne by clp on the marzec 27th, 2006

wczoraj miałam nie wychodzic, ale M. przyszła po mnie z dziewczynami i mnie wyciągnęła do baru. było skromnie bo tylko po jednym piwie, ale za to był bilard. już prawie zapomniałam jak to się gra, ale fajnie było i potem nawet mi nieźle szło. mamy pocwiczyc jeszcze kiedyś na tygodniu

śniło mi się mleko i mrówki

a dzis poszłyśmy na wiosenny spacer. widziałam nawet jakaś zamuloną pszczołę. a potem spadł deszcz. ciepły na szczęście.

ble ble ble ble

Posted in dni codzienne by clp on the marzec 26th, 2006

Czwartek

Casting w sprawie pracy. Pojechałam do miasta i rozmowa wyszła pomyślnie. Szef okazał się miły i nawet zabawny. Niestety mieszkam na zadupiu i autobusy za późno wyjeżdżają ode mnie. No trudno. Chociaż byłam na rozmowie.

Piątek

Byłam umówiona na rano do dentysty. Jakby nie to, to nawet by mi się nie chciało wychodzić. No i tak wstałam i mi się zamarzyła kanapka z masdamerem. I tak od samego rana za mną to chodziło. Poszłam do dentysty ale nie przyjmowała i będę musiała iść we wtorek. No i poszłam za tym moim masdamerem. W jednym sklepie nie było to poszłam do drugiego gdzie bardzo rzadko chodzę bo zawsze jest mi nie po drodze a tam ogłoszenie na drzwiach ze szukają osoby na stanowisko sprzedawca-kierownik. Weszłam a tam szef akurat sprzedawał. No i tak od dentysty trafiłam na casting. Facet wziął mój nr telefonu i ma się odezwać w ciągu 2-3 tygodni. Co prawda raczej nie wiem czy mnie przyjemnie bo to robota dla ludzi z doświadczeniem, a ja pracowałam tylko rok, ale myślę ze dam sobie radę. Masdamera oczywiście nie kupiłam bo mieszkam na zadupiu, ale wtedy po tej rozmowie momentalnie mi się go odechciało.

Sobota.

Tradycyjnie już sprzątanie. Tym razem pościągałam chodniki w przedpokoju i myłam podłogę. Matka znów miała zły dzień. Zaczęła się drzeć o byle co a właściwie o nic na mnie i na ojca. Nerwy mnie przez nią poniosły i zaczęłam ryczeć. Nie mogłam się uspokoić dopóki nie wypiłam kieliszka smirnoffa wtedy powoli przestałam się trząść i zaczęłam się uspokajać. Jak ojciec poszedł do roboty to nie chciałam z nią siedzieć i wyszłam do koleżanki. Przyszedł tez jej chłopak i trochę żeśmy się pobili. Na szczęście większych obrażeń nie było, a mogłam chociaż wylądować emocje.

Niedziela.

Wstałam i mi się nic nie chce. Na szczęście śnieg się w końcu roztopił i jest ciepło. Wilgotno i zachmurzono ale przyjemnie. Na obiad będzie pizza i nie będę wychodzić z domu. Nie chce mi się. Potem trochę poćwiczę. Może ściągnę jakiś film?

białe tulipany

Posted in moje sny by clp on the marzec 25th, 2006

Miałam dziecko z pewnym chłopakiem. Dawniej, ale nie tak bardzo dawno temu kochałam go. On mnie podobno też kochał. Mówię podobno bo osobiście nigdy mi tego nie powiedział, dowiedziałam się całkiem niedawno od jego brata ciotecznego. Ale czy to prawda to nie wiem. No i miałam z nim dziecko. Śliczny chłopiec. Blondynek. Półtora do 2 lat góra.

No i tak wyszło ze ja z tym chłopakiem nie byłam, on się leczył na odwyku z alkoholizmu, i pewnego dnia wrócił. Bogaty i mądry (zresztą zawsze mądry był) i chciał zabrać mi syna. Sąd przyznał mu pełne prawa, a ja małego mogłam tylko odwiedzać i to raz w miesiącu. I płakałam za moim skarbem, bo to było najważniejsze co miałam. Przed ich odjazdem wybraliśmy się jeszcze do lasu. Ojciec dziecka poszedł zbierać jagody a mały był ze mną. Ja płakałam bo nie chciałam go stracić, a on czuł ze nas rozdzielą i się tak mocno do mnie przytulał. Szliśmy tak przez las i trafiliśmy na polankę z białymi kwiatami. Rosły tam białe kalie i białe tulipany a wokół było pełno zieleni i śpiewały ptaki. Czułam się jakbym umarła a te kwiaty na mój pogrzeb były. Synek zerwał   mi parę tych tulipanów i mi dal. Tak nas znalazł jego ojciec.

- Przykro mi – powiedział – wiem ze zabijam cześć ciebie ale tak będzie dla niego lepiej. Będzie ze mną bezpieczny a ty powinnaś się leczyć. On kiedyś do ciebie wróci, takiej mamy jak ty nią byłaś się nie zapomina.

Zaprowadził mnie do domu, na rękach niosłam syneczka i płakałam. Potem oni odjechali a ja zostałam sama z bukietem białych tulipanów.

Kiedy kobieta ma ochotę na seks?

Posted in Szarość życia by clp on the marzec 23rd, 2006

Kolejny

mała wampirzyca

Posted in moje sny by clp on the marzec 23rd, 2006

Miałam siostrę. Miała 5 lat i była strasznie niegrzeczna. Nigdy się nie śmiała radośnie, jak już to złośliwie i ubierała się na czarno.   Bałam się być z nią sama w jednym pomieszczeniu i zawsze był z nami mój brat. Wszyscy jej się bali. Raz brat miał gdzieś wyjść i zastąpił go dziadziuś. Mała miała umyć ręce przed jedzeniem. Trzymałam jej raczki   bo chciała wziąć maszynkę jednorazowa i zrobić mi krzywdę. Złapałam ją za nadgarstki i trzymałam. Ale była silniejsza niż zwykłe dzieci. Złapała skądś żyletki i chciała mi pociąć ręce. Puściłam ją a ona podcięła sobie żyły i umarła.

Wszyscy wiedzieli że była zła ale byli też i tacy którzy mówili ze to ja ją zabiłam. Miałam przez to nerwicę, ciągle płakałam i musiałam brać tabletki jakieś. Pochowali ją w lasu. Do trumny włożyli jej pamiętniki i jakieś zapiski (była inteligentna i wcześnie nauczyła się pisać). Jedna z tych książek była zamykana na 3 klucze. Jeden z nich miałam ja. Książkę tą mogły otworzyć 3 osoby jednocześnie. Jeden klucz miała M. a drugi moja sąsiadka. Parę dni po pochowaniu dziewczynki przyszły do mnie obie żebyśmy wykopały trumnę i otworzyły tą księgę. Powiedziałam że dam im klucz i niech robią co chcą i ze ja jej więcej nie chcę widzieć. Że nie chce być nawet przy tym. Stanęłam dalej. One kopały. Jak otwarły w końcu trumnę i padł na nią blask księżyca mała usiadła i zobaczyłam jej świecące na zielono oczy. Uciekłam wtedy do domu i schowałam się w łóżku. Płakałam i bałam się że ona przyjdzie mnie zabić. Mała wampirzyca. Kiedyś nosiłam srebrny krzyżyk na szyi, drażnił ją. Zerwała mi go i próbowała utopić w kiblu.

Potem przyszedł do mnie kolega. Przytulił mnie i tak trzymał az przestałam płakać i zrobił się dzień. Poszłam na grób siostry. Było tam dużo ludzi. CIA było też i NASA. Powiedzieli ze stąd właśnie wydostaje się dziwne promieniowanie. Mieli to za zadanie zbadać i zniszczyć bo zagrażało ludzkości. Wbili małej kołek w serce i wtedy wszystko się uspokoiło. Spalono jej książki i trumnę. Tylko czemu ona była taka zła? Chyba nie powinnam czytać „Wiedźmina” przed snem…

taki szybki skrót

Posted in dni codzienne by clp on the marzec 22nd, 2006

Idąc tropem za dobrymi radami stwierdziłam że zacznę uczyć się słówek z angielskiego. Przyda się zawsze jak gdzieś wyjadę. No i uczę się już trzeci dzień.

 

Poza tym nauczyłam się ściągać torrenty i ściągnęłam sobie bardzo fajne ćwiczenia. Teraz codziennie ćwiczę to przez co najmniej godzinę. No i czekam na rezultaty.

 

Co do śniegu. Lubię zimę, ale tylko w zimie i to najlepiej w okresie bożonarodzeniowo-sylwestrowym. To co się teraz wyprawia to gruba przesada i mam tego już szczerze dość. Mam dość grubych swetrów, zimowej kurtki i buciorów. Chcę w końcu założyć miniówkę i buty na koturnie. Mam dosyć czapek i siedzenia w domu. Chce pojeździć na rowerze albo poopalać się nad wodą. Protestuję przeciwko takiej pogodzie! Tym bardziej że nie wiem jaką kurtkę kupić do święcenia jajek.

 

A propo jajek. W kauflandzie widziałam gotowe pomalowane pisanki z prawdziwych jajek. Czy tych ludzi kompletnie już popieprzyło???

 

Byłam w bezrobociu dzisiaj. Z ofert stażu zaproponowano mi prace w sklepie spożywczym przez okres pół roku. No czemu nie? Dali mi karteczkę i na jutro umówiłam się na casting. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Bo w Tesco czy Biedronce nie mam zamiaru harować za półdarmo. No a przez te parę miesięcy poduczę się języka i pomyślę nad jakimś wyjazdem.

 

No i jutro w końcu następny odcinek Lost. Co to będzie jak się to skończy?

Rzeczywistość czy fantazja?

Posted in Szarość życia by clp on the marzec 19th, 2006

Błądząc po sieci trafiłem na pewne forum, którego nazwy nie wymienię, bo nie jest warte darmowej reklamy. Zajrzałem jednak do paru wątków, gdzie jeszcze można przeczytać coś interesującego. Jedna wypowiedź mocno mnie zaintrygowała. Autor o nicku "kaziutek" opisuje perwersyjną erotyczną przygodę, żony i swoją. Trudno powiedzieć, czy to nie fantazja, pozwolę sobie jednak ją tu skopiować. Dlaczego? Uważny czytelnik bloga z pewnością się domyśli. Autora proszę o wybaczenie, jednak nie mam możliwości spytać go o zgodę.

U mnie
rzeczywistość przerosła moje fantazje. Do dziś głupio się czuję po tym co
zaszło, ale za każdym razem gdy wspomnę to zdarzenie mam chęć iść sobie zwalić.
Wybrałem się z żoną na weekend za miasto, plaża, dyskoteka, rano znów plaża,
żona nawet dała się namówić na opalanie bez stanika. Spotkaliśmy Adama, kolegę
mojego kuzyna, sporo młodszego od nas. Wieczorem wybraliśmy się razem na
dyskotekę, do kolegi dołączyło jeszcze dwóch jego kumpli. O tym, że koleś jest
napalony na moją żonę wiedziałem od kuzyna, a w miarę wypitego alkoholu dało
się zauważyć, że i pozostali dwaj z chęcią przeżyli by z moją żoną nie tylko
lekkie przytulanie w tańcu na parkiecie. Adam, już dobrze wcięty, nie ukrywał,
że miałby chęć zabawić się z moją żoną. Jednocześnie zwrócił mi uwagę, że Basia
(żona) wyjątkowo dobrze bawi się z jego kumplem. Faktycznie, jej ruchu w tańcu
z nim były więcej niż wyzywające, a siedząc obok niej przy stoliku koleś bez
większej krępacji wręcz tulił się do niej i podłapywał za rękę. Najbardziej
zdziwiło mnie to, że żona nie protestowała przeciwko temu. Po jakimś czasie
Adam spytał mnie wprost, czy byłbym na tyle odważny żeby wystawić żonę na próbę
i sprawdzić, czy jego kolega jest w stanie zaciągnąć Basię do łóżka. Byłem
zszokowany jego propozycją, ale… zaczęło mnie to ciekawić. Do dziś
zastanawiam się, czy zrobiłem dobrze, ale poszedłem z Adamem pod pretekstem
przetrzeźwienia na spacer zostawiając żonę z tamtymi dwoma. Po powrocie okazało
się, że nie tak łatwo idzie z moja żoną. Niby chętna, niby frywolna, ale
stanowczo protestowała kiedy zamiast obmacywania pupy koleś próbował włożyć jej
rękę pod sukienkę. No ale widząc to wszystko zacząłem się zastanawiać, jakby to
było, gdyby… Adam wyczuł moje rozterki, bo powiedział, że mają takie
tabletki, do rozpuszczenia w drinku, które największą cnotkę zamieniają w
wyuzdaną suczkę. Zaprotestowałem mówiąc, że żona wypominała by mi to do końca
życia. Adam sprowadził mnie na ziemię, kiedy powiedział, że na dobrą sprawę nie
będzie o tym wszystkim pamiętała. Raz, że tabletki zatracają lekko świadomość,
a dwa… alkohol też zrobi swoje. To była decyzja chwili… palnąłem… ja o
niczym nie wiem, jak wam się uda, niech się dzieje co chce. Szczerze mówiąc nie
bardzo wierzyłem w siłę tych tabletek, ale kiedy sam zatańczyłem z żoną i nie
zaprotestowała, kiedy na środku sali pozwoliła na rozpięcie górnych guzików od
sukienki na tyle, że widać było dokładnie jej stanik i wielkie piersi w nim
usadowione, doszedłem do wniosku, że zdaje się można zaraz będzie z nią zrobić
wszystko. Z wielką niecierpliwością czekałem na dalszy bieg wydarzeń,
jednocześnie obawiając się o to, co może się stać.

Usiedliśmy
przy stoliku, Basia z rozpięta od góry sukienką odsłaniającą piersi (rozmiar
stanika 75DD, więc było na co popatrzeć), kolesie zaczęli zagadywać w temacie
erotycznych przeżyć z dojrzałą kobietą. Żona zupełnie nieskrępowana, nie dość,
że nie zakrywała swoich piersi, to ochoczo podchwyciła dyskusję na temat seksu.
Wstałem i poszedłem zamówić kolejne piwa. Kiedy wróciłem do stolika, siedziała
bokiem na kolanach u Adama a nogi miała wyciągnięte na kolanach kolesia
siedzącego obok. Usiadłem obok niego i szepnąłem mu, że ona bardzo lubi
pieszczoty stóp, że to na pewno ją podnieci. W mig zaczął to robić, przesiadłem
się naprzeciwko nich i patrzyłem jak moja żona zaczyna wić się w ramionach
Adama pod wpływem tych pieszczot. Jeśli wcześniej miałem wątpliwości, to teraz
juz wiedziałem, że jeśli nie sprzeciwię się, to ciało mojej żony będzie
należało dziś do trójki napalonych młodych facetów. Mieli 19-23 lata, a moja
Basia, pomimo 36 lat trzymała się całkiem nieźle. Piersi z racji na swą
wielkość dalekie były od ideału jeśli chodzi o jędrność, jednak robiły
wrażenie, także cała reszta ciałka u większości facetów powodowała twardnienie
w rozporku. Zgrabne łydki, seksowne uda, ogólnie dość zgrabna i ładna kobieta.
Poprosiłem Adama na bok, żeby pogadać z nim poważnie. Zaznaczyłem, że ja
oficjalnie o niczym nie wiem i że jego czynię odpowiedzialnym za to, żeby nie
stała się żonie krzywda. Chodziło mi o sprawy związane z ewentualnym zbyt
agresywnym zachowaniem w czasie seksu, ale powiedziałem jednocześnie, że mogą z
nią robić to na co tylko ona pozwoli, ja się nie czepiam. Adam uśmiechnął się i
stwierdził, że po tych prochach to ona pozwoli dokładnie na wszystko, nawet na
rzeczy których do tej pory nie robiła ze względu na strach czy innego rodzaju
zahamowania. Gadaliśmy dobre 10 minut i kiedy wróciliśmy do stolika reszty
towarzystwa już nie było. Adam zadzwonił do jednego ze swoich kumpli i
dowiedział się, że poszli się wykąpać. Nie ukrywam, że dość szybkim krokiem
dotarliśmy na plażę… a tu nic, nie ma ich. Kolejny telefon rozwiał
wątpliwości – chodziło o kąpiel pod prysznicem w pokoju, w domku który
wynajmowałem z żoną. Na samą myśl pałka mi stanęła tak, że mało spodni mi nie
rozerwało. Podświadomie prawie biegłem, powstrzymywany trochę przez Adama. c.d.n.

Wiadomość z ostatniej chwili. W meczu "ja kontra żona" jest 1:0! Rywalka w tej chwili, lekko obrażona, przeżywa porażkę. Ale chyba już wie, co jest grane. Spytała mnie, dlaczego odwracam wzrok, gdy jest naga. Za parę tygodni zmięknie do końca i zrobi wszystko, co zechcę…

Dwa tygodnie

Posted in Szarość życia by clp on the marzec 18th, 2006

Bez żadnego znaku, gestu, sygnału, że ma ochotę na seks. Gra obojętności. Mam wrażenie, że mnie przejrzała i teraz obydwoje gramy w gierkę - kto kogo przetrzyma. Zaczyna mnie to bawić. Poza tym chcę wygrać. Nie zamierzam jej zdobywać. Kiedy się przebiera, patrzę w ekran, kiedy jest w łazience, nie wchodzę. Żadnych rozmów, aluzji na temat seksu. Jedynie dzisiaj oglądając "Kasię i Tomka" stwierdziłem, że uwielbiam Tomasza, bo mówi głośno, to o czym ja myślę. Na koniec odcinka Kasia zaproponowała Tomkowi "loda" w zamian za pójście do sklepu. O czym wtedy myślała moja żonka? Czy o kolejnym wysłaniu mnie na zakupy?

To co robię jest chyba głupie i dziecinne, i sam do końca nie wiem, co chcę osiągnąć. Pewno, mógłbym się postarać, kwiaty, kolacja, szampan, czułe słowa, blask świec. A później jak zwykle, zabawa w "drwala". "Rżnięcie kłody". Scenariusz przerobiony dziesiątki razy. Ona uwielbia brać. Potrafi też dawać. Ale bardzo rzadko. Jest w tym pewna prawidłowość, im dłuższy post, tym większe później jej zaangażowanie. Tylko, że jednorazowe. A później znowu pauza. Tym razem będzie więc inaczej.
Tak, wiem, to urażona męska ambicja. Nikt nie jest doskonały. Mam swoje wady, jestem uparty, chcę postawić na swoim. Lubię seks, ale po latach trzeba go wciąż urozmaicać, bo inaczej rutyna zniszczy jego pikantny smak. Nie wiem, co w tym złego. Jej jednak brak spontaniczności, odrobiny szaleństwa. Może po prostu nie pasujemy do siebie?

Jak się nie ma, co się lubi…

Posted in Szarość życia by clp on the marzec 16th, 2006

Trwa wielki post! To już 12 dzień. Nawet nieźle to znoszę, w każdym bądź razie żadnej innej białogłowy jeszcze nie wychędożyłem. Ciekawe, kiedy najukochańsza z żon przypomni sobie o moim istnieniu. Jakby co, to przyjmuję zakłady.

Dziś czytam, że nie tylko z żoneczką jest coś nie tak. Oto moja ulubiona modelka Adriana Lima stała się

Z pamiętnika cz. XIII i ostatnia

Posted in Z pamiętnika samotnika by clp on the marzec 12th, 2006

Posucha jak na Gobi. Ostatni numerek ponad tydzień temu, w sobotni poranek. Później zero reakcji. Ciągle zmęczona i śpiąca. Co więcej, obrażalska. Obraża się i prawi morały, kiedy próbuje wejść na ten temat i zasugerować jakieś pikantniejsze tematy. Ona chyba w ogóle tego nie potrzebuje. OK, zamiast bielizny kupię jej moherowy beret. Jak nie, to nie. Teraz ja  ją zlekceważę, jak wreszcie jej się zachce. Po paru tygodniach zacznie się zastanawiać, co jest grane. A później wpadnie w panikę…
Mam tego k…a dosyć, poszukam sobie innego źródełka.
Z braku laku ostatnia już część starego pamiętniczka. Wtedy jeszcze nie było tak źle.

3  lipca

Wieczorny seks małżeński.

5  lipca

Ranny seks na boczku, taki
sobie.

12  lipca

Pięćdziesiąt minut pełnej
ekstazy plus zdjęcia. Odlot !!!

16  lipca

Beznadziejny seks.
Odechciało mi się kończyć.

19  lipca

Szybki seks od rana. Do końca
bez gumki mimo ryzyka.

24  lipca

Dwa razy w jeden dzień. Rano
szybko, szybko, a po południu oglądaliśmy film „365 pozycji” i było całkiem
nieźle, na kanapie i na kocyku na dywanie.

30  lipca

Super ostry numerek w
nietypowej pozycji, na kanapie, na klęcząco (ale raczej wyprostowani) i od
tyłu. Świetne, ekscytujące były odgłosy uderzania w pośladki. Złapałem właściwy
rytm i zrobiliśmy to do końca, po raz pierwszy w ten sposób. Było super!