Intruz
Jest późny wieczór. Siedze sama w domu, w głebokim fotelu, czytając książke przy ciepłym świetle lampy. Mam na sobie białą bluzke i długą, wełnianą spódnice barwy ciemnego miodu. Pije czerwone wino. Co jakiś czas odkładam książke, siegam reką pod spódnice. Nie mam na sobie majtek. Przez chwile pieszcze łechtaczke, potem wracam do lektury.
Nagle słysze czyjeś kroki i zrywam sie z fotela, wystraszona. Upuszczam książke, przyciskam rece do piersi. Kto to może być? Z pewnością włamywacz, morderca! Tyle teraz słyszy sie o napadach na samotne kobiety… KtoP szybko wchodzi po schodach. Dopadam do drzwi, chcąc przekrecić klucz w zamku i tym samym odgrodzić sie od intruza. On jest jednak szybszy. Otwiera drzwi z takim rozmachem, że upadam na podłoge.
- Nie próbuj wrzeszczeć, mała - słysze meski głos. Podnosze głowe. Stoi przede mną wysoki, barczysty meżczyzna. Zwracam uwage na jego długie, czarne włosy związane z tyłu głowy. Pod koszulą wyraźnie zarysowywały sie mieśnie.
- Kim jesteś? - krzycze, podnosząc sie z podłogi. Nieznajomy przekreca klucz w zamku i chowa go do kieszeni. Potem chwyta mnie za przeguby rąk, zbli?a swoją twarz do mojej.
- Nie bój sie - mówi cicho. - Przyszedłem tu specjalnie do ciebie…
- Co?! - krzycze, próbując sie wyrwać, ale obcy jest silny, nie wypuszcza mnie z rąk. Nagle popycha mnie mocno. Upadam na łóżko i zanim sie orientuje, on jest znów przy mnie. Wdycham ostry zaśach jego wody po goleniu. Usiłuje sie bronić, kiedy rozpina guziki mojej bluzki. Przytrzymuje mnie za ramiona, kiedy usiłuje zerwać sie z łóżka.
- Nie bądź głupia - upomina mnie. - Przecież tego chcesz. Chcesz tego, prawda?
- Chce? - szepcze bardziej do siebie, niż do niego i opadam na łóżko. UPwiadamiam sobie, że od dłuższego czasu nie marzyłam o niczym innym, jak o dobrym, ostrym seksie… Odzywają sie we mnie resztki instynktu samozachowawczego - to przecież obcy meżczyzna, intruz!
Rozpina ostatni guzik. Ja klekam na łóżku, lekka tkanina zsuwa sie z moich ramion. On uśmiecha sie, patrząc na mój biały stanik. Nagle jego twarz teżeje. Meżczyzna jednym ruchem wyciąga z kieszeni pistolet i przystawia go do mojego dekoltu. Czuje zimny dotyk lufy na skórze i zamieram w bezruchu.
- Teraz posłuchaj - mówi meżczyzna powoli, patrząc mi głeboko w oczy. - Wykonuj wszystkie moje polecenia, jasne? W przeciwnym razie…
Nie musi konczyć. Kiwam głową, nie spuszczając wzroku z lufy pistoletu. Przełykam Pline, zastanawiając sie, czego on bedzie ode mnie chciał? Ale jestem zbyt zdesperowana, aby zastanawiać sie nad tym zbyt długo.
Obcy uśmiecha sie, mru?ąc oczy, odkłada pistolet na komódke i siada na łóżku.
- Zdejmij stanik - mówi. - No, już na co czekasz?
Pokonuje drżenie rąk, siegam na plecy i rozpinam haftke. Po chwili stanik leży już na kołdrze, obok bluzki. Moje piersi, wyzwolone z białej tkaniny, kołyszą sie lekko. Zawsze byłam z nich dumna, bo są duże i jedrne. Ciekawe, co myśli o nich ten meżczyzna? Chyba mu sie podobają, bo zaczyna pieścić je rekoma. Chłodny dotyk jego dłoni sprawia, że przez moje ciało przebiega dreszcz. Po chwili moje brodawki twardnieją. Obcy masuje energicznie moje piersi i ugniata je, twarz zbli?a przy tym do mojej i patrzy mi w oczy. Wysuwa jezyk i zaczyna wodzić nim po moich wargach.
Nagle jego wargi stykają sie z moimi, czuje jego jezyk wdzierający mi sie głeboko do ust. Nie moge powstrzymać jeku - sama nie wiem, czy rozpaczy, czy rozkoszy.
Wtedy on uwalnia moje usta.
- Jesteś piekna - szepcze mi do ucha. - Wstan i przejdź sie po pokoju. Chce widzieć, jak twoje piersi sie kołyszą.
Wykonuje jego polecenie, chociaż nogi mi dr?ą. Widze lubie?ny uśmiech na jego twarzy. Kiedy staje przy ścianie, przodem do niego, on także wstaje i podchodzi do mnie. Jego dłonie przesuwają sie po moich piersiach, brzuchu, wreszcie docierają do bioder. Mój oddech staje sie coraz szybszy. On zauwa?a to i jest z tego zadowolony. Rozpina moją spódnice i po chwili stoje przed nim naga.
- Mmm, mała lubie?nico - komentuje fakt, że nie mam na sobie majtek. - Czy?byś nieskromnie zabawiała sie, czekając na mnie? No, mów prawde!
- Tak - szepcze.
- Nieładnie, nieładnie - karci mnie, podczas gdy jego palce błądzą po moim brzuchu. - Musze cie ukarać. Marsz na łóżko, dziwko!
Mówi to coraz bardziej podniesionym głosem. Lekko mnie popycha. Posłusznie kłade sie na łóżku.
- Rozłóż nogi - komenderuje mną i sam siada tak, że ma doskonały widok na skarbnice rozkoszy miedzy moimi nogami.
- A teraz pieść sie. Tak, jak robiłaś to przedtem.
I znów mój palec siega do łechtaczki. Porusza sie coraz szybciej i szybciej. Pieszcze łechtaczke u jej nasady - to daje mi coraz wiecej rozkoszy. zaśominam nawet, że mam obserwatora, zatracam sie i zamykam oczy, drugą reke kładąc na piersi. Moje ciało dr?y, czuje pulsowanie w łonie i pośladkach.
Nagle jego palec wdziera sie do mojej pochwy. Wydaje krótki okrzyk zaskoczenia.
- Nie przestawaj - mówi on i rytmicznie porusza palcem w głebi mojego ciała. Ja zaś wciąż stymuluje sobie łechtaczke. Wreszcie moja reka meczy sie, oddycham cieżko. Jego palec wysuwa sie z mojej pochwy.
- A teraz - mówi nieznajomy - patrz.
Rozbiera sie predko, rozrzucając dokoła siebie poszczególne cześci garderoby. Ma opalony, umieśniony tors, pokryty czarnymi włosami. Kiedy opadają spodnie i bokserki, aż wzdycham na widok wyłaniającego sie z gestwiny włosów łonowych wielkiego członka. Widać, że meżczyzna jest już nieźle rozpalony. Kleka na łóżku i mówi do mnie:
- No, mała, czas na ciebie. Poka?, co potrafisz.
Przez chwile sie waham, ale potem delikatnie ujmuje w dłonie członka. Jest twardy i gorący. Podobam mu sie - przebiega mi przez myśl. No i nigdy nie widziałam tak dużego penisa… Obejmuje go dłonią i rytmicznie nią poruszam. Druga dłon w tym czasie pieści i masuje jądra.
- Do ust - mówi on. Już sie nie waham, śmiało obejmuje członek ustami. Pieszcze go wargami i jezykiem, mrucząc przy tym jak kotka.
- świetnie, mała. Co powiesz na akt kulminacyjny? Rozkładaj te śliczne nogi…
Posłusznie wykonuje jego rozkaz. Gdy tylko przymykam oczy, jego nabrzmiały członek śmiało wdziera sie do mojej pochwy. Krzycze, wypre?am całe ciało i obejmuje meżczyzne ramionami. Ogarnia mnie prawdziwa eksplozja rozkoszy. Mój kochanek porusza sie rytmicznie, jego narzedzie niemalże całkowicie wysuwa sie ze mnie, aby zaraz wbić sie z powrotem - głeboko i energicznie. Rece meżczyzny błądzą po moim ciele. Czuje zaśach jego potu. Oboje czujemy, że zaraz dojdzie do czegoś niesamowitego…
Wtedy on wyjmuje ze mnie swojego, preżącego sie dumnie członka i kieruje go na moje piersi. Już po chwili na moje rozgrzane, pokryte potem ciało wytryskuje nasienie… Mój kochanek wstaje, a ja dokładnie rozsmarowuje jego nasienie po moich piersiach. Wcią? głośno dysze, z zamknietymi oczyma rozpamietując niezwykłą rozkosz, jaką dał mi mój nieznajomy kochanek.
- Dziekuje ci - szepcze i leże tak, nieruchomo, przez dłu?szą chwile. Nie słysze odpowiedzi. Otwieram oczy. Me?czyzny nie ma już w pokoju, jego ubranie i pistolet też znikneły. Drzwi są uchylone. Zrywam sie z łóżka, podbiegam do nich i wyglądam na korytarz. Słysze cichnące kroki na schodach. Ale nic nie mówie, nie krzycze, nie biegne za nim. Uśmiecham sie tylko do siebie.